Nicole Scherzinger należy do tych wokalistek, które mają problem z odniesieniem sukcesu w podbijaniu światowych list przebojów. Co jest dziwne, ponieważ ta szczuplutka i piękna osoba ma w sobie wielki talent i potężne głosisko. Wystarczy posłuchać kilka jej występów na żywo z różnym repertuarem. Niestety, Nicole ma pecha i nie może przebić się przez gąszcz przeróżnych piosenek, z czego nie wszystkie zasługują na tak wysokie miejsca na listach przebojów. Ale w czym tkwi problem? Niewystarczająca promocja czy brak pomysłu? Moim zdaniem jest to wina obydwu czynników, ale więcej przeczytacie o tym w poniższej recenzji.
Zacznijmy od singla nie pochodzącego z tego albumu. Boomerang został wydany w 2013 roku jako pierwsza zapowiedź nowego materiału. Jednak kilka miesięcy później artystka zakończyła współpracę z wytwórnią Interscope Records i podpisała kontrakt z RCA Records oraz Sony. Boomerang przepadł. Ale czy zmiana wytwórnia pomoże w wyciągnięciu na powierzchnię karierę Nicole? Artystka ujawniła również, że od czasu wydania albumu Killer Love nagrała pięć, różnych albumów, których zdecydowała się nie wydawać. Ale wróćmy do głównego tematu, czyli albumu Big Fat Lie.
